Piłka nożna zarówno w Polsce, jak i na świecie, zna wiele pięknych historii zawodników, którzy do wyznaczonego celu kroczyli dłuższą drogą niż inni. Ryszard Komornicki do 15. roku życia grał w wiejskiej drużynie, Didier Drogba zaistniał w futbolu mając 21 lat, z kolei Jacek Krzynówek nim trafił do RKS Radomsko, łączył pracę w zakładzie stolarskim z grą w amatorskim zespole. Przykładów można mnożyć. Co łączy tych wszystkich zawodników? Na pewnym etapie szkolenia potrzebowali więcej czasu, ale nawet grając w niższych ligach, nie przestali marzyć o karierze – I to właśnie z myślą o takich chłopcach powstał Zagłębie Lubin „Future”.

Od wielu lat piłka nożna jest najpopularniejszym sportem w naszym kraju. Wielu młodych ludzi od dziecka marzy o karierze profesjonalnego piłkarza, widząc siebie oczami wyobraźni na wielkich stadionach europejskich. Dużym zainteresowaniem cieszą się więc szkółki piłkarskie, których z roku na rok przybywa, a tylko nieliczne są w stanie zagwarantować warunki rozwoju na europejskim poziomie.

W Lubinie, w którym na świat przyszło wielu świetnych zawodników, od lat nie na problemów ze szkoleniem zdolnej młodzieży. W Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie wychowano już ponad pięćdziesięciu adeptów, z których każdy zadebiutował w seniorskiej piłce na najwyższym poziomie rozgrywkowym w kraju. Większość kibiców w Polsce, a i część w Europie, zapewne kojarzy nazwiska Krzysztofa Piątka, Piotra Zielińskiego, Filipa Jagiełły czy obecnie Bartosza Białka. Z kolei sylwetki Dominika Hładuna, Jarosława Kubickiego, Arkadiusza Woźniaka, Jarosława Jacha, czy wcześniej Mariusza Lewandowskiego również przywołują miłe skojarzenia, a przecież to także gracze piłkarsko ukształtowani w Lubinie. 

– Chłopcy z bursy otwierając rano okna od swoich pokojów będą od razu widzieli stadion, na którym gra pierwszy zespół. Trudno o lepszą motywację do pracy. KGHM kopie miedź i srebro. Wierzę, że tutaj w przyszłości będzie wydobywane złoto – mówił podczas otwarcia lubińskiej akademii w 2015 roku Richard Grootscholten, ówczesny holenderski dyrektor ośrodka.

Od tego czasu w zakresie szkolenia AP KGHM Zagłębie poszło mocno do przodu, choć nie zmieniło się jedno – dalej stawia się na europejskie wzorce. Dziś za metodologię szkolenia odpowiada Henny Lee, również Holender i zgodnie z przyjętą wizją, podąża się za aktualnymi trendami. Celem jest, aby z roku na rok dostarczać co raz to większą ilość młodych zawodników do pierwszej drużyny KGHM Zagłębia. Wbrew pozorom, nie jest to zadanie łatwe, a rywalizacja nawet na naszym polskim „podwórku” jest ogromna. Bo choć w swoich szeregach „Miedziowi” mają na chwilę obecną ponad 30. reprezentantów w różnych kategoriach wiekowych, to jednak historia pokazuje, że do seniorskiej piłki przejdą tylko nieliczni. W Lubinie od dłuższego czasu myślano o tym, aby stworzyć projekt zabezpieczający przed zmarnowaniem wielu lat wysiłku i ogromnego potencjału tych chłopców, dla których na pewnym etapie konkurencja była za duża. 

Trzeba bowiem wiedzieć, że nie tylko piłkarskie przykłady świadczą o tym, że w Zagłębiu szkoli się naprawdę dobrze. Oprócz zawodników regularnie dostarczanych do polskiej piłki, klub również wychowuje pokolenia osób, które lata później prężnie działają w środowisku piłkarskim.

Dwóch z nich – Piotr Błauciak i Krzysztof Kotlarski są idealnym przykładem „miedziowej edukacji”, a swoje doświadczenia nabyte w seniorskiej piłce starają się dziś przekazać młodym zawodnikom, także lubińskiej akademii. I to właśnie oni wyszli z rozwiązaniem, które idealnie wpisuje się w filozofię klubu.

– Pomysł narodził się w naszych głowach już jakiś czas temu. Sami jesteśmy wychowankami Klubu, a dziś trenerami. Pracując w akademii często ubolewaliśmy nad faktem, że dzieci, które trafiały do Zagłębia, jakiś czas później musiały odchodzić z klubu. Niejednokrotnie poza Lubin. Są to choćby młodzi chłopcy, którzy jeszcze przed chwilą byli z nami – przykładowo w akademii w grupie „Żaczek” , a dziś muszą się żegnać. Widząc, że mają chęci i zapał chcieliśmy umożliwić im dalszy rozwój . Naszą ideą podzieliliśmy się z koordynatorem Akademii, Witoldem Lisem, który zdecydowanie poparł ten pomysł. Zaczęliśmy więc działać– mówi Krzysztof Kotlarski.

Obaj Panowie doskonale rozumieją sytuację, gdyż jak sami wspominają, ich droga do seniorskiej piłki również nie była łatwa. Wówczas w naszym mieście nie było tylu możliwości co dziś i zawodnik kończąc edukację piłkarską w Zagłębiu Lubin, niejednokrotnie wracał z powrotem
na boisko przed blokiem, tracąc zarówno motywację jak i szansę na powrót do innej drużyny.

 Dziś ta tendencja trochę się zmienia i zdając sobie sprawę z tego, jak duże jest zapotrzebowanie na piłkę, już dziewięć lat temu założyliśmy z Krzyśkiem Akademię Piłkarską „Żaczek”. Ten okres, w którym udało nam się zrobić wiele fajnych projektów pokazał nam, że warto zrobić kolejny krok do przodu – dodaje Piotr Błauciak, prezes Zagłębia Lubin Future.

Wspomniany „Żaczek” już dziś zrzesza ogromną ilość młodych dzieci i przez lata zbudował swoją oddaną społeczność. Zaangażowanie zarówno trenerów jak i rodziców jest ogromne, co ma przełożenie na aktywności przygotowanych przez malutki klub z Lubina. Ale ograniczeniem w przypadku tego projektu jest wiek. Założona przez wychowanków Zagłębia akademia, szkoli tylko do pewnego momentu, tych najbardziej zdolnych przekazując dalej. A w jaki sposób zagospodarować tych, którzy skończyli edukację piłkarską w AP KGHM, a chcą dalej rozwijać umiejętności piłkarskie?

 Po długich, wewnętrznych dyskusjach, w których brał udział Witold Lis, postanowiliśmy spróbować z czymś nowym, bo chyba będziemy pierwszym klubem w Polsce, który inicjuje taki projekt. Na dzień dzisiejszy chcemy, aby powstały dwie, nowe drużyny z roczników 2007 i 2008 – mówi Błauciak

O tym, jak duże jest to przedsięwzięcie i ile wymaga przygotowania, mało kto zdaje sobie sprawę.

 – Na początku mieliśmy przejąć od Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie kilka drużyn B. Na dalszym etapie i po wielu godzinach dyskusji z władzami akademii oraz koordynatorem uznaliśmy, że lepiej będzie zacząć małymi krokami. Aktualnie mamy zatrudnionych dwóch trenerów i zanim dojdą do nas kolejne osoby, będzie nam łatwiej zadbać choćby o czynniki logistyczne, jak baza, przygotowanie sprzętu i tak dalej – wyjaśnia prezes.

Zresztą, były zawodnik „Miedziowych” wie o czym mówi. W swojej przygodzie z piłką, choć nie zaistniał dłużej ekstraklasowym środowisku, widział wiele. W przeszłości, podobnie jak wspomniany Krzysztof Kotlarski, miał okazję grać w klubach z regionu – Miedzi Legnica czy w Chrobrym Głogów. Dzięki piłce jednak trochę świata zwiedził, reprezentując choćby barwy fińskiego FC Hämeenlinna czy chińskiego Liamoing. Błauciak był również swego czasu w Karpatach Lwów i choć nie doszło finalnie do podpisania umowy, to przynajmniej zdobyte doświadczenie dziś przydaje się w pracy w młodzieżą.

– Pamiętam jak w 2002 roku, gdy byłem zawodnikiem drugiej drużyny, przyszedł swego czasu trener „jedynki” i zaprosił trzech z nas na zajęcia. To było niesamowite przeżycie, które pamiętam do dziś. I choć później nie udało się przebić do kadry Zagłębia Lubin, to dzięki temu wiem, jak postępować analogicznie w takich przypadkach, gdy chodzi o zespoły młodsze. Ja nie miałem szansy zostać w Lubinie, a tutaj we współpracy z Akademią Piłkarską KGHM Zagłębie, taką możliwość stwarzamy – dodaje nasz rozmówca.  


Zarówno dla Zagłębia Lubin, jak i obu trenerów ważne jest, aby dzieci, które odchodzą z klubu mogły w dalszym ciągu trenować na obiektach akademii. Wszyscy w rozmowach podkreślają, aby tym rozstaniom nie towarzyszyły negatywne emocje, dlatego priorytetem jest, aby młodzi gracze dalej mogli zostać przy klubie. 

Dzisiejszy plan rozwoju Akademii Piłkarskiej KGHM bowiem sprawia, że obecnie do Lubina będą trafiać wyselekcjonowani zawodnicy. Tworzone będą grupy dwunastoosobowe z danego rocznika i to do nich będą dobierane już mocniejsze dzieci z całej Polski, które przyjadą na testy. Dlatego Zagłebie Lubin Future już pod koniec sierpnia startuje z dwoma grupami, ale za jakiś czas na pewno będzie się powiększać. Próbując oszacować ilość osób, które w najbliższych latach dołączy do Future wychodzi całkiem spora liczba. Bo jak liczą pomysłodawcy, zgłosi się do nich każde dziecko, które dalej będzie chciało grać w piłkę i się rozwijać. Ich zdaniem, to w wieku szesnastu lat można grać już w lidze seniorskiej, czy to na poziomie okręgówki, bądź IV ligi. Jeżeli oczywiście będzie to chłopak z potencjałem i będzie chciał iść w tym kierunku. 

A co w przypadku, jeśli te starsze roczniki zaczną się powoi wykruszać?

 Będziemy wtedy robić tak, że chłopcy z młodszych roczników będą przesuwani wyżej. Podam aktualny przykład, gdy kilka dni temu były sparingi dla roczników 2008 oraz 2007, to z rocznika 2008 trzy osoby poszły na sparing do kolegów 2007 – odpowiadają trenerzy

Analogicznie zrobimy wśród chłopców z 2009, gdzie te zdolniejsze dzieciaki będziemy dawać do starszych – rozwiewa nasze wątpliwości Krzysztof Kotlarski.

Oczywiście, te prognozy są optymistę, ale trzeba przyjąć też ten drugi scenariusz. Co zrobić jeśli chętnych do grania w piłkę nagle zabraknie? Obserwując dzisiejsze trendy nie da się wykluczyć jednoznacznie takiej ewentualności.

 
– Nie myślimy o tym za dużo, bo mamy w sobie dużo pasji i zapału. Wraz z Akademią Piłkarską KGHM Zagłębie będziemy robić wszystko, żeby ci chłopcy wrócili dobrze czuli się w Future. Równocześnie zdajemy sobie sprawę, że moment weryfikacji umiejętności nie jest niczym przyjemnym. Dlatego chcemy przyjąć wszystkich tych, którym się nie udało. Jednocześnie, i to jest naszym zdaniem kluczowe, chcemy, żeby jak najwięcej osób wróciło do Akademii – podkreśla Błauciak

Tutaj dochodzimy do sedna projektu, który pokazuje dlaczego jest on tak ważny dla lubińskiej społeczności piłkarskiej. Doświadczenie zebrane z ostatnich lat pokazuje, że jest bardzo wielu młodych zawodników, dochodzących do pewnego poziomu z biegiem lat. Gdyby bowiem przyjąć sztywne kryteria wyboru, nie dając jednak możliwości powrotu, to nie byłoby obecnie takich piłkarzy jak wspomniani choćby Kubicki, Hładun czy Kamil Jóźwiak z Lecha Poznań, dla których bardzo często brakowało miejsca w drużynach swoich kategorii wiekowych.

– U nas chłopcy będą nabierać doświadczenia. Zdobędą nowe umiejętności, poprzez grę na boisku, ale także podczas treningów, rywalizując ze sobą. Organizator ligi stwarza nam możliwość stawiania sobie celu, bo należy pamiętać, że po rundzie jesiennej jest możliwość awansu do wyższej ligi. Kończy się jesień, startujesz w wyższej lidze na wiosnę, jak na wiosnę wyjdzie, to idziesz jeszcze wyższej. Myślimy, że to jest fajne dla chłopaków. Taki aspekt motywacyjny dla nich – zacierają ręce i idą dalej – puentuje Kotlarski

Od samego początku zwolennikiem projektu  był wspomniany wcześniej Witold Lis, który z ramienia AP KGHM będzie wsparciem dla ambitnych trenerów. W tym projekcie chodzi również o to, aby wzajemnie się uzupełniac, także na płaszczyźnie wzajemnych doświadczeń. Do obowiązków koordynatora będzie również dbanie o to, aby najzdolniejsi z „Future” mogli z powrotem zasilić szeregi Zagłębia Lubin.



– Pomysł od samego początku wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Jest to ciekawa alternatywa dla młodych ludzi i uważam, że takie inicjatywy służą zarówno klubowi jak i społeczności lokalnej. Dlatego zdecydowałem się być wsparciem dla trenerów i myślę, że nasza współpraca będzie dobra. Znamy się przecież już kilka lat i wierze, że w wielu przypadkach mamy podobny punkt widzenia – dodaje Witold Lis.

Czy w takim razie awans sportowy czy powrót do akademii, to jedyne cele jakie zostaną postawione przed Zagłębie Lubin Future? Okazuje się, że nie. Jak podkreślają nasi rozmówcy liczą się również inne założenia.

– Oprócz sportowców, chcemy wychować po prostu dobrych ludzi, sympatyków Zagłębia. Podam kolejny przykład. Krzysiek (Kotlarski dop. red) prowadził kiedyś zawodnika z rocznika  z rocznika 1998. Na pewnym etapie chłopak odszedł z klubu, zabrakło umiejętności czysto piłkarskich. Widzieliśmy w nim jednak potencjał edukacyjny i chwilę wzięliśmy go do nas, w charakterze trenera do „AP Żaczek”. Karol Gracz, bo to o nim mowa, teraz jest już w Zagłębiu Lubin. W międzyczasie poszedł na studia, jest na trzecim roku Akademii Wychowania Fizycznego i planuje związać się ze sportem. Wychowaliśmy więc nie zawodnika, ale trenera. I kto wie? Może za kilka lat poprowadzi on pierwszy zespół KGHM Zagłębia Lubin, jak kiedyś inny wychowanek, Mariusz Lewandowski? – dodaje z przekonaniem Błauciak.

Zagłębie Lubin Future zaczyna więc swoją działalność wśród nastolatków. Zdaniem założycieli, w wieku trzynastu lat bardzo łatwo się zrazić i jeśli raz się odejdzie, to ciężko jest wrócić do klubu. Dodatkowo, taka osoba zniechęci się i do piłki i do Zagłębie Lubin. Dlatego wszyscy wspólnie uważają, że z korzyścią dla klubu będzie, jeśli takie zostaną osoby w dalszym ciągu będą miały możliwość trenowania na obiektach AP KGHM.

– My otworzyliśmy pewną furtkę dla dzieci. Zarówno oni, jak i rodzice zareagowali bardzo pozytywnie. W kolejnych rocznikach zaś będziemy powoli uświadamiać ludzi, bo przecież będąc u nas także zyskują wiele. Będą brały udział w rozgrywkach, będziemy o nie dbać, zachęcać do współpracy przy organizacji pikników czy spotkań integracyjnych – mówi z kolei Kotlarski.

Jakby na potwierdzenie tych słów, wtóruje mu drugi z założycieli Zagłębie Lubin Future

– To jest nasz cel, aby dalej byli z nami związani. Dodatkowo, z korzyścią dla niższych lig, bo ich szeregi zasili nowe pokolenie piłkarzy, a teraz jest przecież deficyt. Bardzo często trenerzy dzwonią i dopytują. Wiemy jakie nastały czasy, dlatego wychodzimy im naprzeciw. Jeśli my naszych zawodników uchowamy przy sporcie i dalej będziemy ich wspierać, wychowywać i pokazywać, gdzie jest droga, to wyrosną na fajnych ludzi. Z pasją, wyobraźnią i pomysłem – puentuje Błauciak.

 

Tags: